Sklep, jego dostawca czy klient. Kto zapłaci sklepowy pod...

Moderatorzy: aga764, Lady Zgaga, wjawor

Awatar użytkownika
El Infiel
Zadomowiony
Posty: 1247
Rejestracja: niedziela 28 cze 2009, 10:21
Lokalizacja: Sta Cruz [Św. Krzyż]

Sklep, jego dostawca czy klient. Kto zapłaci sklepowy pod...

Postautor: El Infiel » środa 28 paź 2015, 12:22

Sklep, jego dostawca czy klient. Kto zapłaci sklepowy podatek?
Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski
28.10.2015
Ile wyniesie? PiS zastanawia się nad dwoma wariantami. Pierwszy to 2 proc. od obrotu. Drugi zakłada wprowadzenie skali podatkowej.
PiS pokazał projekt ustawy o podatkach dla sklepów. Będzie bolało. Pytanie, kogo bardziej: wielkie sieci, konsumentów czy może dostawców?
To jeden z tych pomysłów PiS, który cieszy się poparciem również wśród wyborców PO, PSL czy kukizowców. I jeden z pomysłów, który ma być zrealizowany w pierwszej kolejności. Bo PiS potrzebuje pieniędzy na spełnienie obietnic wyborczych.
Po co ten podatek?
Oficjalne wytłumaczenie jest takie: "Podatek ma przeciwdziałać ekspansji zagranicznych sieci handlowych". Ma też "ograniczyć potencjalny transfer zysków osiąganych ze sprzedaży detalicznej na terenie kraju przez duże koncerny".
Ile wyniesie? PiS zastanawia się nad dwoma wariantami. Pierwszy to 2 proc. od obrotu.
Drugi zakłada wprowadzenie skali podatkowej. Sklepy, których obrót miesięczny jest mniejszy niż 700 tys. zł, nie płaciłyby go w ogóle. Później byłyby progi 0,5, 1,5 oraz 2 proc. (ten ostatni powyżej 3,5 mln zł miesięcznego obrotu).
Ile na tym zarobi budżet? Ok. 3,5 mld zł rocznie. W sumie w latach 2016-20, "uwzględniając inflację oraz przyrost sprzedaży, nominalne dochody budżetowe z tego podatku wyniosłyby ponad 14 mld zł".
Kogo może to dotyczyć?
Podatek określany jest przez polityków jako "hipermarketowy". Ale nie dotknie tylko hipermarketów, czyli sklepów powyżej 3 tys. m kw. Sklep wielkopowierzchniowy zgodnie z definicją zaproponowaną przez projekt ustawy to obiekt o powierzchni sprzedaży powyżej 250 m kw. I dalej PiS precyzuje: "Zadaszony lub przykryty namiotem lub namiotami, położony na obszarze jednej działki gruntu lub co najmniej dwóch sąsiadujących ze sobą działek".
Co za tym idzie, podatek dotknie nie tylko Biedronkę, Auchan czy Lidla, ale też księgarnie, apteki, salony samochodowe czy meblowe. Nie ma różnicy, czy się handluje książkami, czy pietruszką. Tylko handel benzyną, gazem czy ropą są wyraźnie z ustawy wyłączone.
Ale podatku nie płaciłaby np. Żabka (średnia powierzchnia sprzedaży wynosi tam ok. 80 m kw.).
Sieci będą musiały się rejestrować w nowo utworzonym Centralnym Rejestrze Podatników i podać zobowiązania podatkowe za ostatnie dwa lata z tytułu VAT, podatku dochodowego od osób fizycznych oraz prawnych, podatku od nieruchomości. Do Rejestru dostęp będą miały policja, ABW, CBA, wywiad oraz Służba Celna i Więzienna.
Za niezapłacenie podatku albo jego zaniżenie jest przewidziana wysoka kara - podatek będzie podwyższony o "jedną piątą wartości podatku należnego".
Projekt budzi wątpliwości
Projekt miałby wejść w życie od stycznia przyszłego roku. Według PiS sieci mają dość czasu, by się zapoznać ze zmianami. Ale w przypadku dużych zmian podatkowych, które mogą podważyć sens prowadzenia biznesu, orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego sugeruje dłuższe okresy vacatio legis.
Co z podatkiem dochodowym? Czy i jak podatek obrotowy odbiłby się na dochodowym? Nie wiadomo.
Wpływ na rynek pracy? "Projekt nie będzie miał wpływu na rynek pracy" - twierdzi PiS.
To chyba zbyt optymistyczne założenie. Sieci po jego wprowadzeniu będą szukać oszczędności.
Według PiS projekt jest zgodny z prawem unijnym. Ale Komisja Europejska 15 lipca wszczęła postępowanie w sprawie opłaty za kontrolę żywności na Węgrzech (to na niej PiS wzoruje podatek obrotowy), bo pachnie ona dyskryminacją jednej branży. Do czasu wyjaśnienia sprawy opłata została przez Węgrów zawieszona.
Wreszcie wątpliwości budzi oficjalny powód zwiększonego fiskalizmu państwa.
Czy sieci handlowe płacą mniej podatków niż inne firmy? Być może tak. PiS nie podaje jednak dowodów na potwierdzenie swojej tezy.
Pisze tylko: "W 2013 roku 175 sieci handlowych, które działały w sektorze sprzedaży detalicznej, wpłaciło łącznie podatki dochodowe w wysokości 440 mln zł. Kwota ta stanowi 0,47 proc. ich przychodów".
Skąd PiS wziął tę kwotę? Nie wiadomo. Nie tłumaczy tego.
Według resortu finansów w 2013 r. 20 największych sieci zapłaciło 700 mln zł podatku dochodowego. Z tego Biedronka - 302,3 mln zł. To najwięcej ze wszystkich firm zagranicznych działających w Polsce. Na trzecim miejscu tej listy była sieć supermarketów drogeryjnych Rossmann - 130,3 mln zł.
Kto zapłaci podatek?
Właściciele sieci będą chcieli mieć tyle samo zysku co do tej pory. Kto więc faktycznie zapłaci ten podatek? Dostawcy (już się boją, już zaczęto z nimi rozmowy)? Klienci?
Najsilniejsi gracze na rynku przycisną dostawców i będą się starać jak najdłużej nie podnosić cen w sklepach. Czekając, aż wykrwawi się i wycofa z polskiego rynku ich słabsza konkurencja.
Konkurencja na rynku handlowym więc osłabnie. Rządzić będzie nim kilka dużych sieci - Biedronka i Lidl z Kauflandem (mają tego samego właściciela).

http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,190 ... z3prMCkIJI

Awatar użytkownika
El Infiel
Zadomowiony
Posty: 1247
Rejestracja: niedziela 28 cze 2009, 10:21
Lokalizacja: Sta Cruz [Św. Krzyż]

Postautor: El Infiel » poniedziałek 02 lis 2015, 11:26

PiS: podatek od marketów od pierwszego kwartału 2016 r.

2-proc. podatek od przychodów hipermarketów (sklepów o powierzchni powyżej 250 m kw.) ma dać budżetowi ok. 3,5 mld zł. W projekcie ustawy rozważane są dwa warianty stawki podatkowej. PiS przekonuje, że sklepy wielkopowierzchniowe w Polsce są realnie mniej obciążone podatkami niż ich mniejsi, detaliczni konkurenci. Autorzy opublikowanego w lipcu raportu PwC uważają z kolei, że wielkie sieci handlowe mogą utracić większość zysków, a największe koszty mogą ponieść klienci.

- Podatek od marketów powinien zacząć obowiązywać w pierwszym kwartale przyszłego roku - mówi PAP poseł PiS Henryk Kowalczyk. Według niego do Sejmu trafi projekt przewidujący 2-proc. podatek od przychodów sklepów o powierzchni powyżej 250 m kw. Ma to dać budżetowi ok. 3,5 mld zł.

Z uzasadnienia projektu ustawy autorstwa PiS wynika, że w 2013 r. 175 sieci handlowych, które działały w sektorze sprzedaży detalicznej, wpłaciło łącznie podatki dochodowe w wysokości 440 mln zł. Kwota ta stanowi - według autorów propozycji - 0,47 proc. ich przychodów.

Podatek od hipermarketów to nowe rozwiązanie, wcześniej niestosowane w Polsce. Ma ograniczyć transfer zysków ze sprzedaży detalicznej w Polsce przez duże koncerny do innych krajów, stworzyć równe reguły konkurencji dla małych i dużych sklepów oraz przynieść dodatkowy dochód dla budżetu.

Autorzy projektu podkreślają, że nowa ustawa ma ograniczyć potencjalny transfer zysków osiąganych ze sprzedaży detalicznej na terenie kraju przez duże koncerny. W wielu przypadkach - ich zdaniem - wielkie sieci handlowe mają obecnie możliwości unikania płacenia podatku dochodowego (którego realna wysokość jest bardzo niska). Przykładowo, wykazują straty podatkowe, by nie płacić podatków dochodowych, a zyski faktycznie transferowane są do innych państw.

Nowy podatek - według PiS - ma również przeciwdziałać ekspansji zagranicznych sieci handlowych, które dysponując środkami i odpowiednim know how potrafiły szybko podporządkować sobie rynek handlu detalicznego Polski.

PiS przekonuje w uzasadnieniu projektu, że sklepy wielkopowierzchniowe w Polsce są obecnie realnie mniej obciążone podatkami niż ich mniejsi, detaliczni konkurenci. "Mało kto wierzy, że jest jakaś inna droga zachowania na tym rynku porównywalnych warunków podatkowych dla dużego, średniego i małego biznesu handlowego" - czytamy w uzasadnieniu.

Według autorów projektu udział podatku dochodowego w przychodach małego i średniego biznesu zajmującego się handlem detalicznym jest ponad dwukrotnie wyższy niż w sklepach wielkopowierzchniowych, a sytuację dodatkowo pogarsza tzw. czwarty sektor, czyli sprzedaż detaliczna podmiotów niepłacących żadnych podatków, który w małych miastach i na wsi stanowi już liczącą się konkurencję głównie dla małych i średnich firm.

W projekcie rozważane są dwa warianty stawki podatkowej. Pierwszy to 2 proc. podstawy opodatkowania. W drugim wariancie proponowana jest skala podatkowa - wysokość stawki uzależniona byłaby od podstawy opodatkowania. Współtwórca programu gospodarczego PiS, poseł Henryk Kowalczyk powiedział jednak PAP, że w Sejmie pojawi się projekt uwzględniający pierwszy wariant. "Wyjdziemy do Sejmu z wariantem 2 proc., bez progresji. Podstawą opodatkowania jest przychód hipermarketów. Chcielibyśmy, żeby ustawa weszła w życie jak najszybciej. Nie wiem, czy uda się od 1 stycznia 2016 r., ale powinna już obowiązywać w pierwszym kwartale przyszłego roku. Ustawa będzie dotyczyć sklepów o powierzchni pow. 250 metrów kw. i sprzedaży detalicznej. W skali roku powinno dać to ok. 3,5 mld zł wpływów do budżetu" - powiedział.

Podobne rozwiązanie podatkowe zastosował Budapeszt, wprowadzając podatek od handlu wielkopowierzchniowego na okres 3 lat. Na Węgrzech przedmiotem opodatkowania jest obrót w sklepach wielkopowierzchniowych, a stawki tego podatku wynoszą od 0,1 do 2,5 proc. Jak podali autorzy polskiego projektu, wprowadzenie podatku na Węgrzech to jeden z elementów "przynoszącej pozytywne rezultaty polityki premiera Węgier Victora Orbana, która zmierzała do poprawy sytuacji ekonomicznej kraju i ochrony narodowych interesów".

W opublikowanym w lipcu raporcie PwC (sporządzonym na zlecenie Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji) jego autorzy przekonują, że wielkie sieci handlowe utraciłyby większość zysków, gdyby w Polsce wprowadzono regulacje handlu detalicznego podobne do obowiązujących na Węgrzech. Największe koszty wprowadzenia "regulacji węgierskich" - zdaniem autorów raportu - poniosą klienci. Wskazują oni, że jeżeli analogiczne przepisy zostałyby wprowadzone w Polsce, zyski 17 największych sieci handlowych spadłyby z ok. 2,2 mld do 31 mln zł rocznie, a główny ciężar zmian poniosłyby sieci średnie. Opłaty i podatki mogłyby sięgnąć ok. 2,5 mld zł, o co najmniej 400 mln spadłyby wpływy z CIT. Mniejsza sprzedaż przyniosłaby też skutek w postaci o 1,5 mld zł niższych wpływów z VAT.

Do Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji należą największe w Polsce sieci handlowe, m.in. Auchan Polska, Carrefour Polska, Castorama Polska, właściciel sieci Biedronka Jeronimo Martins Polska, Kaufland Polska Markety, Lidl Polska, Tesco Polska, czy Żabka Polska.

http://biznes.onet.pl/wiadomosci/handel ... -zl/p4q48w

Awatar użytkownika
El Infiel
Zadomowiony
Posty: 1247
Rejestracja: niedziela 28 cze 2009, 10:21
Lokalizacja: Sta Cruz [Św. Krzyż]

Postautor: El Infiel » niedziela 15 lis 2015, 21:59

Henryk Kowalczyk: podatek od marketów nie spowoduje wzrostu cen

Podatek od sklepów wielkopowierzchniowych nie spowoduje wzrostu cen w sklepach w Polsce - mówi Henryk Kowalczyk, który w rządzie Beaty Szydło ma być szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów.

"Jeśli chodzi o podatek od sklepów wielkopowierzchniowych to groźby, że wzrosną ceny są nieuzasadnione. (...) Na wzrost nie pozwala konkurencja - marże są już dość spore w tej chwili. Nie ma również obaw, że spadną ceny dla dostawców, bo taki argument był również podnoszony. Konkurencja powinna to wyrównać" - powiedział PAP Kowalczyk.

Dodał, że ma nadzieję, iż podatek poprawi sytuację małych, rodzimych sklepów, które zmagają się z konkurencją tych wielkopowierzchniowych, jak również uniemożliwi wyprowadzanie zysków przez duże markety za granicę, z tego względu, że - jak mówił - "podatek CIT można tym sposobem obejść, a podatku obrotowego obejść się nie da".

Według Kowalczyka podatek od marketów powinien zacząć obowiązywać w pierwszym kwartale przyszłego roku, a do Sejmu trafi projekt przewidujący 2-proc. stawkę od przychodów sklepów o powierzchni powyżej 250 m kw. Ma to dać budżetowi ok. 3,5 mld zł.

Z uzasadnienia projektu ustawy autorstwa PiS wynika, że w 2013 r. 175 sieci handlowych, które działały w sektorze sprzedaży detalicznej, wpłaciło łącznie podatki dochodowe w wysokości 440 mln zł. Kwota ta stanowi - według autorów propozycji - 0,47 proc. ich przychodów.

Autorzy projektu podkreślają, że nowa ustawa ma ograniczyć potencjalny transfer zysków osiąganych ze sprzedaży detalicznej na terenie kraju przez duże koncerny. W wielu przypadkach - ich zdaniem - wielkie sieci handlowe mają obecnie możliwości unikania płacenia podatku dochodowego. Przykładowo, wykazują straty podatkowe, by nie płacić podatków dochodowych, a zyski faktycznie transferowane są do innych państw.

Nowy podatek - według PiS - ma również przeciwdziałać ekspansji zagranicznych sieci handlowych, które dysponując środkami i odpowiednim know-how potrafiły szybko podporządkować sobie rynek handlu detalicznego w Polsce. PiS przekonuje w uzasadnieniu projektu, że sklepy wielkopowierzchniowe w Polsce są obecnie realnie mniej obciążone podatkami niż ich mniejsi, detaliczni konkurenci.

Według autorów projektu udział podatku dochodowego w przychodach małego i średniego biznesu zajmującego się handlem detalicznym jest ponad dwukrotnie wyższy niż w sklepach wielkopowierzchniowych, a sytuację dodatkowo pogarsza tzw. czwarty sektor, czyli sprzedaż detaliczna podmiotów niepłacących żadnych podatków, który w małych miastach i na wsi stanowi już liczącą się konkurencję głównie dla małych i średnich firm.

W projekcie rozważane są dwa warianty stawki podatkowej. Pierwszy to 2 proc. podstawy opodatkowania. W drugim wariancie proponowana jest skala podatkowa - wysokość stawki uzależniona byłaby od podstawy opodatkowania. Kowalczyk powiedział jednak PAP na początku listopada, że w Sejmie pojawi się projekt uwzględniający pierwszy wariant. "Wyjdziemy do Sejmu z wariantem 2 proc., bez progresji. (...) Nie wiem, czy uda się od 1 stycznia 2016 r., ale powinna już obowiązywać w pierwszym kwartale przyszłego roku. Ustawa będzie dotyczyć sklepów o powierzchni pow. 250 metrów kw. i sprzedaży detalicznej. W skali roku powinno dać to ok. 3,5 mld zł wpływów do budżetu" - powiedział wtedy Kowalczyk.

http://biznes.onet.pl/podatki/wiadomosc ... cen/676m3l

Awatar użytkownika
El Infiel
Zadomowiony
Posty: 1247
Rejestracja: niedziela 28 cze 2009, 10:21
Lokalizacja: Sta Cruz [Św. Krzyż]

Postautor: El Infiel » środa 25 lis 2015, 21:23

Podatek od hipermarketów dobije polskie sieci?
Marcin Gawęda Dziennikarz Onetu i Biznes.pl

2-proc. podatek od obrotu, który lada chwila ma być nałożony na sklepy wielkopowierzchniowe, może przynieść efekt odwrotny do zamierzeń ustawodawcy – alarmują przedstawiciele polskich sieci handlowych. Zamiast wyrównać szanse między dużymi sklepami i tymi mniejszymi, nowa danina może wypchnąć mniejszych graczy z rynku, a dużych umocnić. Skutek reformy proponowanej przez PiS odczują także klienci, bo ceny najpewniej pójdą w górę.

„My przedsiębiorcy reprezentujący polski kapitał i prowadzący sieci handlowe różnych branż, jesteśmy zaniepokojeni planami wprowadzenia w zaprezentowanej wersji dodatkowego podatku dla podmiotów handlu zagranicznego.” Tak zaczyna się treść formalnego stanowiska polskich przedsiębiorców, którzy skrzyknęli się w obliczu perspektywy wprowadzenia nowego podatku.

Założenie było proste – 2 proc. od obrotów ma przynieść łącznie do budżetu przynajmniej 3,5 mld zł. Projekt ustawy dzielił sklepy na dwie kategorie. Pierwsza, to te sklepy, które przekraczają 250 mkw. powierzchni. Drugą grupę stanowią wszystkie sklepy o mniejszym metrażu. Druga grupa nie podlega jednak opodatkowaniu, tak samo, jak hurtownie i sklepy obsługujące klientów biznesowych. Opodatkowaniu nie podlega również sprzedaż internetowa.

Tu jednak zaczynają się problemy, bo specyfika naszego rynku w połączeniu z podatkiem w takiej formie jak przytoczona, może doprowadzić do patologii.

Polski rynek jest „wyjątkowy”

Z tak dużych krajów europejskich, jak Hiszpania, Włochy, Francja, Niemcy czy Anglia, tylko Polska ma taką strukturę rynku, że w pierwszej dziesiątce największych graczy jest tylko jedna polska sieć. Na naszym rynku najwięksi gracze to sieci zagraniczne.

- Rentowność polskich sieci handlowych jest w granicach 2 proc. Oznacza to, że wprowadzenie 2 proc. podatku obrotowego zje tę rentowność. Stanie się tak, chyba że ceny zakupów dla sieci handlowych, czyli od dostawców, będą niższe. Po drugie, koszty działalności sieci handlowych musiałyby być niższe, a to w realiach naszego rynku jest bardzo trudne. W najgorszym wypadku sieci ratować się mogą podniesieniem cen produktów. To najgorsze rozwiązanie, z tego względu, że 9 największych sieci działających w Polsce, to sieci międzynarodowe, które są w stanie przytrzymać ceny na obecnym poziomie, a mniejsi nie. Efekt tego będzie taki, że duzi utrzymają swoją pozycję i zwiększą udziały rynkowe, a mali będą tracić - mówi w rozmowie z Onetem Robert Krzak, wiceprezes Grupy Piotr i Paweł.

Duży może więcej

- Łatwo obliczyć. Jeżeli ktoś generuje 2 proc. rentowności i chce mieć fundusze na rozwój sieci, to będzie musiał podnieś ceny o minimum 2 proc, by nie stracić środków generowanych na rozwój. Duże sieci, częściowo finansowane przez centrale, są w stanie wytrzymać konkurencję cenową w sposób praktycznie nieograniczony. Przykład widzieliśmy po jednej sieci dyskontowej, która dostała 900 mln dolarów kredytu na finansowanie rozwoju i dystrybucji w Polsce. Nasza branża żyje trochę w dwóch światach. My żyjemy z tego, co generujemy na bieżąco i to nas ogranicza, największe sieci za to będą w stanie utrzymać obecny poziom cen przez bardzo długi czas – mówi Krzak.

Jak donosił kilka miesięcy temu „The Guardian”, sieci supermarketów Lidl i Kaufland, należące do jednej z najbogatszych rodzin w Niemczech, otrzymały od Banku Światowego od 900 mln do nawet 1 mld dolarów pożyczki na ekspansję i rozwój. Pieniądze dla sklepów miały pomóc w rozwoju sieci w Europie Środkowej i Wschodniej, w utworzeniu nowych miejsc pracy i w zaoferowaniu tanich produktów dobrej jakości dla biedniejszych konsumentów. Wspieranie prywatnych sieci publicznymi pieniędzmi spotkało się oczywiście z krytyką, ale też stanowi solidny argument dla przedstawicieli rodzimych sieci, które na takie finansowanie liczyć nie mogą.

Rentowność Biedronki przedstawiciele branży szacują nawet na 7 proc. (EBITDA - red. zysk przed odsetkami, podatkami i amortyzacją, to jedna z najbardziej rozpoznawalnych miar rentowności działalności biznesowej przedsiębiorstwa), podczas gdy rentowność polskich sieci na poziomie tego samego współczynnika to w najlepszym przypadku zaledwie 2,5 proc. Polskie sieci - patrząc na wykres - mają średnio 2,2 – 2,3 mld zł przychodów, z czego generują EBITDA na poziomie ok. 3 proc. tej wartości. - Jeżeli Biedronka jest w stanie wygenerować EBITDA na poziomie prawie 7 proc. z przychodów prawie 35 mld zł, to oznacza, że ma zysk wyższy niż niektóre polskie sieci mają obroty – mówią przedstawiciele branży.

Jaki podatek?

- Projekt przedstawiony we wrześniu nie jest ostateczny, dlatego może podlegać zmianom. Nie został jeszcze złożony w Sejmie. W ramach konsultacji społecznych będziemy analizowali wszystkie zgłaszane uwagi i propozycje zmian – mówił Paweł Szałamacha, minister finansów.

Rozwiązaniem problemu – przynajmniej zdaniem polskich sieci - wydaje się podatek od obrotów, ale progresywny, którego wartość rosnąć będzie w zależności od wysokości obrotów danej sieci. W tej materii również pojawiają się już konkretne propozycje.

- Należy ustalić progi podatkowe od obrotu, tak aby pozwolić rozwijać się rodzinnym, małym firmom i średnim polskim sieciom handlowym. Stąd nasza propozycja skali od 0,0 proc. do 6,5 proc. – mówi Michał Sadecki, prezes Polskiej Grupy Supermarketów (PGS).

Przedstawiciele PGS mówią, że proponowane przez nich rozwiązanie pozwoli na realizację celu fiskalnego na poziomie 3,5 – 4 mld zł wpływów do budżetu państwa, a jednocześnie zabezpieczy ono interesy polskich przedsiębiorstw. Swoją propozycje progów podatkowych prezentują oni w następujący sposób.

Propozycja nowej skali podatku obrotowego według PGS
Progi podatkowe (obroty roczne w złotych) Stawki
Do 100 mln 0%
100 - 200 mln 0,10%
200 - 300 mln 0,50%
300 - 500 mln 1,0%
500 - 750 mln 1,25%
750 - 1000 mln 1,5%
1 000 - 1 500 mln 2,5%
1 500 - 2 500 mln 3,5%
2 500 - 5 000 mln 4,5%
5 000 - 7 500 mln 5,5%
powyżej 7 500 mln 6,5%
źródło: Polska Grupa Supermarketów

Nie tylko skala podatku…

Nie tylko skala podatku stanowi dziś zagrożenie dla polskich sieci. Zdaniem przedstawicieli branży, projekt ustawy nie powinien opierać się też na kryterium powierzchni sklepu. Powód jest tu prosty, są sklepy, które na małej powierzchni potrafią wygenerować ogromne obroty. Dodatkowo odwołanie do kryterium powierzchni sprawi, że jak grzyby po deszczu zaczną wyrastać małe oddziały dużych sieci – tego boją się polscy przedsiębiorcy.

- Co równie istotne, projekt ustawy nie przewiduje handlu internetowego, a to segment rynku, który rośnie bardzo szybko. Widzimy, co się dzieje w Europie. Wchodzi Amazon z dostawami żywności. Nie wiadomo, czemu ustawodawca pominął ten segment rynku, ale stawia to w pozycji uprzywilejowanej przedsiębiorstwa czysto internetowe. Jak szybko rośnie handel internetowy, widać w branży odzieżowej czy AGD. To równie ważna sprawa, nad którą warto się pochylić –zauważa wiceprezes Grupy Piotr i Paweł.

Duże sieci obserwują i są powściągliwe

- Nie komentowaliśmy i nie komentujemy bieżących wydarzeń i inicjatyw o charakterze politycznym – czytamy w stanowisku sieci Tesco, którą o komentarz poprosiliśmy w związku z inicjatywą polskich przedsiębiorstw.

- Pomimo że pojawiają się dodatkowe szczegóły odnośnie potencjalnego podatku obrotowego dla sieci handlowych, to nie znamy ostatecznego dokumentu, więc nie będziemy komentować hipotetycznych scenariuszy czy też niepełnych informacji i ewentualnych implikacji związanych z ustawą. Z tego samego powodu nie będziemy się odnosić do wypowiedzi dotyczących tego obszaru – odpowiedziało nam biuro prasowe Jeronimo Martins Polska.

- Lidl Polska działa zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami i odprowadza wszystkie wynikające z przepisów prawa polskiego należne podatki. Za rok obrotowy 2014 odprowadzono ponad 1 mld zł podatków - są to podatki CIT, VAT, PIT oraz inne. Jednocześnie chcielibyśmy podkreślić, że firma Lidl Polska nie otrzymała żadnych zwolnień w zapłacie podatku CIT, w tym nie skorzystała i nie korzysta z jakiegokolwiek zwolnienia z podatku dochodowego z tytułu inwestycji w specjalnych strefach ekonomicznych – wyjaśnia Anna Biskup z biura prasowego Lidl, jednak w sprawie podatku od sklepów wielkopowierzchniowych zachowuje dyplomatyczny dystans.- W naszej opinii aktualnie jest zbyt wcześnie, by rzeczowo komentować zapowiadane zmiany w prawie podatkowym.



http://biznes.onet.pl/wiadomosci/kraj/p ... eci/y7ct5y
Ostatnio zmieniony środa 25 lis 2015, 21:24 przez El Infiel, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
El Infiel
Zadomowiony
Posty: 1247
Rejestracja: niedziela 28 cze 2009, 10:21
Lokalizacja: Sta Cruz [Św. Krzyż]

Re: Sklep, jego dostawca czy klient. Kto zapłaci sklepowy pod...

Postautor: El Infiel » niedziela 27 gru 2015, 00:51


Organizacja Handlu: Opodatkować obroty wszystkich firm, nie tylko sklepów

tadec, pap 24.12.2015

Podatek nałożony na sieci handlowe będzie miał negatywne następstwa dla całej gospodarki, lepiej wprowadzić liniowy podatek obrotowy od wszystkich firm - przekonuje Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji, która zrzesza m.in. zagraniczne sieci hipermarketów.

POHiD w przesłanym PAP stanowisku zwróciła uwagę, że planowany podatek obrotowy będzie miał znaczący wpływ na przyszłość całego polskiego handlu, dlatego jego koncepcja musi zostać oparta na rzeczowych analizach. Według organizacji sieci handlowe z kapitałem zagranicznym mają istotny i dodatni wpływ na budżet państwa i gospodarkę Polski.

Sieci te płacą więcej CIT niż sieci z polskim kapitałem, pomimo że jest ich znacząco mniej i zajmują mniejszą część sieciowego kanału dystrybucji detalicznej. Sieci o kapitale zagranicznym płacą więcej CIT nie tylko w liczbach bezwzględnych, ale i w ujęciu ukazującym ten podatek jako procent ich przychodów" - napisano w stanowisku.

Dzięki wielkiej skali operacji handlowych i niższym kosztom zakupu towarów sieci o kapitale zagranicznym dają konsumentowi korzystne ceny na półce. W efekcie nie osiągają one wysokich marż brutto, które są podstawą naliczenia podatku CIT - marże te są niższe niż w sieciach o polskim kapitale - wyjaśniono.

POHiD zapewnia, że zagraniczne sieci realizują standardy jakościowe i w zakresie bezpieczeństwa produktów, a stworzyły i rozwijają nowy kanał korzystnego eksportu polskich firm na najwyżej rozwinięte rynki świata i Europy. Wyliczono, że aktualna wartość tego eksportu to ok. 10 mld złotych rocznie. POHiD uważa, że konstrukcja podatku obrotowego nie powinna ich dyskryminować ani stwarzać innych - nawet formalnie poprawnych - przeszkód, dla dobra całej gospodarki krajowej - podkreślono.

Progresja podatkowa niekorzystna

W ocenie tej organizacji zaprezentowana ostatnio koncepcja progresywnej stawki podatku obrotowego (z koncepcją podatku progresywnego uzależnionego od wielkości obrotu generowanego przez podmiot prowadzący sprzedaż detaliczną obejmującą też internet wystąpiła Polska Izba Handlu) nie jest ani sprawiedliwa, ani korzystna dla całego łańcucha dostaw.

Progresja tego podatku bezzasadnie dyskryminuje sieci o kapitale zagranicznym. Firmy te, a szczególnie operatorzy największych powierzchni handlowych, tzw. hipermarketów, osiągają najniższe rentowności. Proponowany podatek w tak znaczącym stopniu obniży ich wyniki, że staną one wobec widma bankructwa i decyzji o opuszczeniu polskiego rynku, co dla tysięcy pracowników i dostawców oznaczać będzie bardzo złe następstwa - upadki firm i utratę pracy - ostrzega POHiD.

Organizacja jest zdania, że rozwiązaniem najsprawiedliwszym i jednocześnie efektywnym ekonomicznie oraz z punktu widzenia interesów budżetu państwa jest podatek obrotowy liniowy od wszystkich podmiotów, a nie nakładany tylko na sektor handlu. Gwarantowałby on pewność prognozowania poboru przez państwo i płatników. Stawka liniowa nikogo nie będzie dyskryminować oraz nie pogorszy sytuacji najgorzej sytuowanych gospodarstw domowych - oceniono.

Według POHiD rozwiązanie takie zapewniłoby oczekiwane wpływy do budżetu państwa w wysokości ok. 3,5 mld zł, przy "niedotkliwej" stawce ok. 0,5 proc. Aby złagodzić skutki tego podatku, powinna zostać nim objęta - według POHiD - możliwie najszersza grupa przedsiębiorstw.

Podatek nie tylko dla handlu

Objęcie innych branż poza sektorem handlu detalicznego, czyli również handlu hurtowego i sektora produkcji, pozwoli na rozłożenie sumy 3,5 mld zł na znacznie większą liczbę podmiotów. Handel jako jedna z najmniej rentownych gałęzi gospodarki, zwłaszcza handel artykułami spożywczymi, nie powinien być poddawany wyłącznemu opodatkowaniu dodatkowemu, gdyż rozwiązanie takie spowoduje szereg następstw negatywnych dla całej gospodarki - podsumowano.

Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Henryk Kowalczyk poinformował PAP, że około 100 firm handlowych i przedsiębiorców weźmie udział 8 stycznia w konsultacjach dotyczących projektu podatku od marketów, które odbędą się w gmachu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Przypomniał, że PiS zakładał w projekcie, który przedstawiał w trakcie kampanii wyborczej, że dwuprocentowy podatek obrotowy dotyczyłby sklepów o powierzchni powyżej 250 m kw. - Natomiast jesteśmy otwarci na konsultacje i po ich zakończeniu skierujemy odpowiedni projekt. Na konsultacje zostali zaproszeni wszyscy przedstawiciele zainteresowanych firm handlowych, którzy przysłali nam jakiekolwiek uwagi. To jest około 80-100 podmiotów - zaznaczył.

W niedzielę premier Beata Szydło poinformowała, że w sprawie podatku od hipermarketów przygotowany jest projekt ustawy i będzie to projekt rządowy; odbywają się konsultacje.

Ze wstępnego projektu ustawy dotyczącej podatku od hipermarketów wynika, że opodatkowane miałyby być podmioty prowadzące działalność handlową w sklepach o powierzchni sprzedaży powyżej 250 m kw. MF szacuje, że dochody z podatku od hipermarketów powinny wynieść 2 mld zł rocznie.

http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,193 ... z3vTRHvJb6


Wróć do „INNE ZOBOWIĄZANIA PODATKOWE ”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość